Fasada iluzji

Fasada iluzji

Zdaje się, że na każdym kroku można dziś natrafić na czyjś „różowy” raport i optymistyczny pogląd dotyczący gospodarki… przynajmniej takie wrażenie można było odnieść tydzień temu. W zeszły czwartek wyglądało na to, że rynek jest znowu w dobrej kondycji, na poziomie 10 300 punktów. Inwestorzy z nadzieją oczekiwali publikacji raportu z rynku pracy, który pokazałby stabilne ożywienie gospodarcze. Wszyscy byli dobrej myśli.

 
Potem pojawiły się rzeczywiste liczby. I od tego czasu jest coraz gorzej.

Gdy piszę te słowa tuż przed zamknięciem poniedziałkowej sesji, wskaźnik Dow Jonesa jest na poziomie 9816 punktów – dziś stracił 115 punktów.

Jaki jest powód tego spadku? Niepokój związany z tym, czy Stany Zjednoczone naprawdę podnoszą się z kryzysu – czy może zamiast tego chowają się za fasadą iluzji.

Jak donosi Wall Street Journal: Inwestorzy i analitycy twierdzą, że sprzedaż ta jest wywołana przez dotykające uczestników rynku poczucie strachu, które najprawdopodobniej jeszcze przez jakiś czas się utrzyma. Do niedawna Stany Zjednoczone były przez wielu inwestorów postrzegane jako stosunkowo bezpieczne schronienie w okresie trudności gospodarczych występujących wszędzie dookoła. Lecz piątkowy, słaby raport z rynku pracy oraz obecna wysokość kredytu konsumenckiego sprawiają, że powyższe założenie staje się dla wielu uczestników rynku coraz bardziej niepewne.

Fasada iluzji

W piątek opublikowano raport z rynku pracy, w którym odnotowano spadek bezrobocia z 9,9% do 9,7% w związku z 432 tysiącami nowych stanowisk pracy. Prezydent Obama powiedział: Pracownicy, którzy wcześniej zostali zwolnieni, teraz zaczynają odzyskiwać utracone stanowiska pracy… [stan gospodarki] z każdym dniem się poprawia.

Obama nie wspomniał jednak o tym, że 411 tysięcy tych nowych miejsc pracy zapewnia jedynie pracę tymczasową przy powszechnym spisie ludności. Inaczej mówiąc, 95% wzrostu amerykańskiego rynku pracy stanowią tymczasowe, stworzone przez państwo stanowiska pracy – i jak mówi o tym Bill Bonner, powstały one po to, by: ludzie opłacani przez państwo policzyli tych, którzy państwu płacą.

Nazywanie tego zdrowym wzrostem liczby miejsc pracy jest jak nazywanie nowotworu zdrowym zwiększeniem się liczby komórek. To niedorzeczne. Państwo podnosi płacone przez nas podatki, żeby zapłacić bezrobotnym za to, że nas policzą. A co będzie dalej z tymi 411 tysiącami ludzi, gdy ten powszechny spis się zakończy? Co ci ludzie zrobią później?

Jeszcze gorsza od iluzorycznego aspektu raportu z rynku pracy jest okrutna i twarda rzeczywistość – największą grupę bezrobotnych stanowią ludzie, którzy są bez pracy od dłuższego czasu.

Jak możemy przeczytać w Newsweeku w artykule Opowieść o dwóch recesjach: 46% z 15 milionów ludzi bezrobotnych w tym kraju nie ma pracy od co najmniej 27 tygodni (szybko można policzyć, że to ponad 6 miesięcy). Nic nie wskazuje na to, że liczba ta – najwyższa od czasu wielkiego kryzysu – się zmniejszy. „Wciąż znajdujemy się w olbrzymim dołku na rynku pracy”, mówi Lawrence Katz, profesor ekonomii na Harvard University. „Potrzeba będzie ponad 4,5 roku nieprzerwanego wzrostu liczby miejsc pracy, żeby rynek pracy powrócił do poziomu sprzed spadku koniunktury”.

Jak prezydent może mówić, że kondycja gospodarki poprawia się z dnia na dzień, podczas gdy najszybciej rośnie grupa bezrobotnych, którzy nie otrzymali wypłaty od ponad 6 miesięcy? Z czyjego punktu widzenia kondycja gospodarki poprawia się z dnia na dzień?

Odpowiedź: z punktu widzenia ludzi najbogatszych. Oni czerpią korzyści, podczas gdy klasa średnia cierpi.

Trzeba rozwiać tę iluzję

Reakcja rynku jest dowodem na to, że nie dał się on zwieść tej iluzji. Inteligentni inwestorzy opuszczają rynek, i to w szybkim tempie. Problemy gospodarcze tego kraju – jak i całego świata – są głębokie, przerażające i potencjalnie katastrofalne w skutkach.

Współczuję ludziom, którzy inwestują w fundusze emerytalne, nie mogą nic z tym zrobić i modlą się o wzrost rynku, żeby mogli przejść na emeryturę. Niestety nie wierzę, że rynek wzrośnie. Jak przewidywałem w mojej książce Przepowiednia bogatego ojca, największy w historii krach na rynku jest jeszcze przed nami – i może nastąpić wcześniej niż później.

Powód? Emerytura ludzi urodzonych w okresie powojennego wyżu demograficznego jest całkowicie uzależniona od rynku giełdowego. I ludzie ci stanowią największą grupę wiekową w Stanach Zjednoczonych. Przechodząc na emeryturę, będą musieli wypłacać środki zgromadzone w swoich planach emerytalnych, aby przeżyć. Oznacza to, że tych, którzy będą wycofywali swoje pieniądze z rynku, będzie więcej niż tych, którzy będą wpłacali.

Jeżeli dodamy do tego ogromne kwoty świadczeń z takich programów, jak ubezpieczenie społeczne lub ubezpieczenie zdrowotne – na wypłatę których państwo nie ma pieniędzy – to naszym oczom ukaże się obraz katastrofy, która w każdej chwili może nastąpić.

Dobra wiadomość

Dobra wiadomość jest taka, że wciąż masz jeszcze czas, żeby się przygotować na zbliżający się krach – i jeszcze na nim zarobić. Pierwsza rzecz, o jaką możesz zadbać, to zwiększanie Twojej własnej inteligencji finansowej – powinieneś uczyć się tyle o pieniądzach i inwestowaniu, ile tylko możesz.

Nie ma żadnej gwarancji, że będzie Ci się dobrze wiodło – tak samo, jak ja jej nie mam. Jednak ludzie o wysokiej inteligencji finansowej będą mieli większe szanse na zysk niż finansowi ignoranci. To właśnie dlatego myśl przewodnia firmy Rich Dad brzmi: Wiedza to nowe pieniądze.

Jeżeli nie masz zbyt dużo wolnych środków, możesz przynajmniej zacząć inwestować w srebro. Gdy piszę te słowa, uncję srebra można kupić za niecałe 18 dolarów. Prawie każdego stać na kupno co najmniej kilku uncji srebra. A srebro jest metalem wykorzystywanym w przemyśle i jest zużywane szybciej, niż się je wydobywa.

Jeżeli jesteś zamożny, to jeszcze nie jest za późno, żeby kupić trochę złota. Jak zawsze, warto będzie je mieć, gdy gospodarka się załamie.

W końcu przecież nikt nie ma żadnej kryształowej kuli, która poprowadziłaby nas przez te trudne pod względem gospodarczym czasy. Bądź czujny. Nieustannie się ucz. I zacznij mądrze zarządzać swoimi pieniędzmi.