Marcin Matuszewski

Marcin Matuszewski

Od zawsze marzyłem o tym, aby być właścicielem kamienicy. Już jako dziecko patrzyłem w górę na układ budynków i ich fasady, które zawsze mnie intrygowały. Moja mama, która jest wyśmienitym doradcą podatkowym, do dziś wspomina, jak jako dziecko uwielbiałem „budować” – obojętnie czy to z piasku na plaży, czy z klocków Lego.

 

Usłyszałem też kiedyś od mojej babci, że przed wojną były osoby zwane kamienicznikami. Wytłumaczyła mi ona, że kamienicznik to właściciel kamienicy, który żyje z jej najmu. To było dokładnie to, co czułem od zawsze – teraz potrafiłem to nazwać i wiedziałem dokładnie, co chcę robić w przyszłości.

Nie miałem jeszcze pojęcia jak się do tego zabrać, ale wiedziałem już czego chcę. I z tą myślą dorastałem. W szkole zacząłem interesować się biznesem i zacząłem pytać moją mamę o to, co robią jej klienci. Oczywiście nie wszystko mogła mi powiedzieć. Sam często po szkole przesiadywałem z nią i jej klientami w biurze. Pamiętam też poruszenie, gdy do szkoły przyjechał po mnie kierowca klienta mojej mamy (oczywiście S klasą). Do dziś mam sentyment do tego modelu. Potem jechaliśmy do biura, jadłem pieczonego kurczaka na obiad, zaś oni dyskutowali. Nie pamiętam z perspektywy czasu, czy cokolwiek rozumiałem z tego, lecz bardzo to lubiłem. To, co w mojej ocenie otrzymałem, to gigantyczna szansa na obserwowanie na przestrzeni lat poczynań naprawdę dużych przedsiębiorców – ich wzlotów i upadków i tego, co wywoływało te wzloty i upadki. Szczególnie w upadkach zauważyłem pewną prawidłowość.

Potem natrafiłem na wzmiankę o grze CASHFLOW. Byłem zafascynowany ideą, gdyż z artykułu jasno wynikało, że można mieć zarówno wspaniałe życie, spełniając swoje marzenia, jak i dochodowy biznes. To było coś, czego niestety nie zauważyłem u klientów mojej mamy, mimo że największy z nich zatrudniał ok. 1000 osób!

Zacząłem szukać w Internecie i tam spotkałem się z ideą Bogatego ojca. Na jednym z forów internetowych znalazłem kontakt do osoby, która miała grę CASHFLOW i poszukiwała osób do wspólnej rozgrywki. Zadzwoniłem do niej, umówiłem się i poszedłem na spotkanie. I tak ja, „znający” cały schemat postępowania, wylosowałem, jak mi się wydawało, dobry zawód. Kręciłem się w kółko w wyścigu szczurów. Kupowałem akcje i coś tam jeszcze, po prostu próbowałem inwestować. Do dziś pamiętam, jak bezsensowna wydawała mi się idea kupna nieruchomości i zaciągania na nią kredytu tylko po to, aby zarabiać 100 czy 200 dolarów miesięcznie. Na szczęście gospodarz naszego spotkania działał inaczej niż ja i po jakimś czasie on był właścicielem prawie całego szybkiego toru, a ja dalej tkwiłem w wyścigu szczurów. Wtedy coś do mnie dotarło…

Zacząłem więc inwestować tak jak on, ale niestety nasze spotkanie dobiegało końca i musiałem biec na ostatni tramwaj. Na drugi dzień kupiłem książkę Roberta Kiyosaki Kwadrant przepływu pieniędzy – i to było to! Wywarła ona na mnie takie wrażenie, że zacząłem czytać ją w kółko, a później pożyczyłem ją mojej mamie. Chciałem też pożyczyć moim kolegom, lecz ku mojemu zdziwieniu, moi znajomi ze studiów nie byli nią w ogóle zainteresowani.

Wiedziałem już jak ma wyglądać moje życie! Tak jak większość osób po lekturze książek Roberta Kiyosaki, chciałem zacząć inwestować w nieruchomości, gdyż wiedziałem, że to będzie mój konik. Znalazłem na forum człowieka, który bardzo sensownie wypowiadał się na temat nieruchomości i zacząłem go prosić (a właściwie „molestować”) o kontakt i możliwość uczenia się od niego. Zgodził się, ale pod kilkoma warunkami (oczywiście na wszystkie przystałem) oraz za opłatą 1500 zł – dla niego praktycznie nieodczuwalna kwota, a dla mnie wtedy gigantyczna. Spłacałem mu ją chyba ponad rok, jak nie dwa.

Robiłem to, co mi powiedział: zamiast na zajęcia chodziłem praktycznie na wszystkie licytacje komornicze do sądu, jeździłem wieczorami i spotykałem się z dłużnikami, aby się z nimi jakoś dogadać, przesiadywałem godzinami w kancelariach komorniczych i czytałem operaty. Innymi słowy uczyłem się i to w praktyce. To był dla mnie ciężki okres, głównie emocjonalnie, bo dość szybko okazało się, że najwięcej czasu spędzam z dłużnikami, choć z drugiej strony analiza ich postępowania dała mi gigantyczną dawkę wiedzy.

Uprzedzając Twoje pytania, nie kupuję nieruchomości na licytacjach komorniczych. Przede wszystkim nie pasuje mi to emocjonalnie, mam nad tym za małą kontrolę i jest to zbyt wolny sposób (nie mam wpływu na to jakie mieszkania pojawią się na licytacji). A poza tym dużo taniej kupuję nieruchomości na rynku wtórnym.

Wracając do historii…. Trwało to kilka lat. Wtedy też postanowiłem, że wkroczę dokładnie na taką drogę, jaką doradza Bogaty ojciec, czyli zacznę od biznesu. Cały czas byłem w branży nieruchomości, często umawiałem się z właścicielami lub pośrednikami, aby obejrzeć jakieś mieszkanie, lecz robiłem to tylko po to, aby nie „wypaść z rynku”. Wiedziałem bowiem, że kiedyś nadejdzie dzień, w którym będę chciał kupić pierwsze mieszkanie na wynajem.

W międzyczasie poznałem osobę, która zaproponowała mi przyłączenie się do struktury w jednej z firm marketingu sieciowego. To była moja pierwsza styczność z MLM-em. Działałem tam aktywnie przez około rok. Moi sponsorzy zaszczepili we mnie jeszcze większą potrzebę samoedukacji i tak rozpoczęła się moja przygoda z szybkim czytaniem. Dzięki temu stworzyłem sieć trenerów Intelektualnie.pl, jak i portal PotrójnyEfekt.pl, na którym do dzisiaj można kupić kursy dotyczące szybkiego czytania i technik pamięciowych. Zyski zaś – zgodnie z nauką Bogatego ojca – reinwestowałem, najpierw w biznes, potem w nieruchomości.

Moje pierwsze mieszkanie było dużym wyzwaniem emocjonalnym, gdyż w wielu przypadkach to emocje biorą górę nad rozsądkiem. Zresztą widzę dziś wiele osób, które wiedzą, co robić, a jednak emocje powstrzymują je od osiągnięcia sukcesu. Za każdym razem kupowałem mieszkanie, które w jakiś sposób wykraczało poza mój komfort: były one coraz większe lub kupowałem je coraz częściej, były w gorszym stanie technicznym itd. Za każdym razem nowe doświadczenia, nowa nauka, nowe wyzwania i brak poczucia komfortu.

W ten sposób, w wieku 28 lat, dysponowałem wystarczającym portfelem nieruchomości, aby zostać rentierem. Teraz dalej zajmuję się wyszukiwaniem i zakupem nieruchomości, które potem wynajmuję (obecnie zarządzaniem najmem i przygotowaniem nieruchomości do wynajmu zajmuje się moja spółka). Podnajmuję też nieruchomości, które potem urządzam i wynajmuję dalej. Dzielę się moją wiedzą z osobami, które tak, jak ja, chcą pójść moją drogą i osiągnąć wolność finansową.

Mam świadomość, że opis tego, co robię teraz, jest dość skromny, ale chcę zwrócić Twoją uwagę na moją drogę, na której było wiele wzlotów i upadków. Teraz żyje mi się naprawdę bardzo komfortowo i bez większych zmartwień. Inwestuję dużo, łatwo też mi jest pozyskać kapitał na nowe inwestycje, co kiedyś było bardzo trudne i prawie graniczyło z cudem.

Zachęcam Cię, abyś odnalazł swoją prawdziwą pasję i zaczął realizować swoje marzenia. Jeśli postawisz na nieruchomości, chętnie wysłucham Twojej historii. Jeśli jednak pójdziesz inną drogą i będzie to Twoja prawdziwa pasja, też pewnie o Tobie kiedyś usłyszę. Czekam więc na Twój ruch!

Ja dalej wytrwale kroczę moją ścieżką i im dalej idę, tym więcej odkrywam nowych rzeczy oraz staję się twardszy i silniejszy. A tego nigdy się nie kupi – doświadczenie trzeba zdobyć, tak jak i ja to wciąż robię.

Wyzwaniem, jakie teraz stoi przede mną, jest inwestowanie w innym kraju niż Polska, jednocześnie utrzymując tutaj cały czas swoje tempo. Jest to tak naprawdę nowy temat, który musiałem podjąć, aby znów wykroczyć poza swoją strefę komfortu, bo jak to mawia Robert Kiyosaki: Gdy jesteś dużą rybą w małym stawie, czas zmienić staw na większy.