Problem z szukaniem zbawców

Problem z szukaniem zbawców

Dlaczego poleganie na sobie jest najpewniejszą drogą do sukcesu

Gdy usiadłem, aby napisać ten artykuł, zaczęły nadchodzić wyniki głosowań w prawyborach prezydenckich w USA, odzwierciedlające to, co każdy z kandydatów obiecuje w wyścigu o fotel prezydenta. Podobnie jak w poprzednich kampaniach prezydenckich, ludzie ustawiają się za swoimi faworytami, opowiadając o nich jak o zbawicielach tego świata.

Nie jestem ani za republikanami, ani za demokratami. Głosuję na tego, który wydaje mi się najmądrzejszy i ma największe szanse na spełnienie obietnic danych w kampanii, co jest zawsze mało prawdopodobne.

Na pewno nie postrzegam żadnego prezydenta, a co za tym idzie i rządu, jako zbawiciela tego świata. W większości przypadków politycy sprawiają, że na świecie jest gorzej, a nie lepiej. To ciężko pracujący ludzie zawsze wyciągają swój wspaniały kraj z bałaganu jaki stworzyli im politycy.

Nie wiem, jak ten wyścig wyborczy się zakończy, ale jednego jestem pewien: żaden prezydent nie zamierza posprzątać zastałego bałaganu i uszczęśliwić wszystkich.

Tylko Ty możesz dokonać zmian, których potrzebujesz w swoim życiu.

Gdy to piszę, również indeksy giełdowe spadają. Tak naprawdę giełdy wielu krajów są w trendzie spadkowym. Jesteśmy świadkami dokonywania się dużej korekty na rynkach. Czy to będzie postępowało? Nie wiem. Nie mam kryształowej kuli. Jednak wiem, że ludzie się martwią i są wystraszeni. Czy Ty też?

Ludzie się martwią i są wystraszeni, bo politycy powiedzieli im, że jeśli będą odkładać pieniądze w planie emerytalnym i nie będą ich ruszać, będą mieli zabezpieczoną swoją przyszłość finansową. Politycy-zbawiciele powoływali się na giełdę, która miała zbawić klasę średnią.

Mamy więc dwóch fałszywych zbawicieli: polityków i giełdę.

Nie wiem, co się stanie z giełdą, ale wiem, że jedynym sposobem w jaki możesz zabezpieczyć się finansowo jest samodzielne zainwestowanie swoich pieniędzy, a nie przy pomocy polityków czy na giełdzie.

Gdy dorastałem, mój biedny ojciec miał zwyczaj winić innych za swoje trudne chwile. Gdy przegrał w wyborach na Hawajach, obwiniał wyborców za to, że są głupi. Gdy stracił pracę, obwiniał swoich wrogów. Gdy stracił swoje oszczędności zainwestowane w zły biznes, obwiniał za to innych. Zakończył życie w goryczy i złości.

Kochałem mojego ojca, ale byłby o wiele szczęśliwszym człowiekiem, gdyby zaakceptował to, że jest kowalem własnego losu.

Bogaty ojciec również napotykał różne niesprzyjające okoliczności w swoim życiu. Musiał przejąć prowadzenie biznesu rodzinnego, gdy był jeszcze bardzo młody. Z tego powodu nie zdobył nigdy wyższego wykształcenia. Pracował codziennie wiele godzin. Jednakże obrócił to wszystko na swoją korzyść, ucząc się z lekcji, jakie w życiu napotykał. Wyznawał filozofię, że jeżeli życie daje ci cytryny, zrób z nich lemoniadę. Żył pełnią życia, a zakończył je jako szczęśliwy i bogaty człowiek.

Różnica pomiędzy obu ojcami polegała na innym stanie umysłu, jaki miał każdy z nich. Biedny ojciec oczekiwał, że to inni go zbawią. Bogaty ojciec oczekiwał, że to on zbawi sam siebie. Te dwie postawy sprawiły, że żyli w całkowicie odmiennych światach.

A gdzie Ty pokładasz swoje obecne nadzieje? Przyjrzyj się sobie uważnie. Czy jesteś zaskoczony tym, co dostrzegasz? Kluczem do dostatniego życia jesteś Ty sam.