Ostatnie drgawki konającego

Ostatnie drgawki konającego

Jakiś czas temu przewidywałem wystąpienie „drgawek konającego” na giełdzie oraz możliwy spadek indeksu Dow Jonesa do 5 tysięcy punktów w tym roku. Oczywiście wielu czytelników wyśmiało moje przewidywania.

 

 

Ale owe drgawki są bardzo ważne, zwłaszcza na dzisiejszym rynku. Sytuacja może się rozwinąć zgodnie z uproszczonym diagramem nr 1, który przedstawiam poniżej:

Indeks giełdowy

Rynek się załamuje, potem zaczyna się podnosić, znowu tendencja się odwraca, a rynek ponownie odnotowuje gwałtowny spadek… niestety – choć jest to możliwe – do jeszcze niższego poziomu niż poprzednio.

Gdy profesjonalni inwestorzy zobaczą początki takiej sytuacji na rynku, wielu z nich zacznie sprzedawać. Jeżeli w ten sposób doprowadzą do paniki, rynek giełdowy spadnie jeszcze bardziej.

Jeśli schemat przedstawiający drgawki konającego będzie uwzględniał aktualne dane, efekt będzie bardziej wymowny.

W 2002 roku Dow Jones spadł do 7286 punktów. W 2007 roku indeks ten odnotował rekordowo wysoką wartość 14 164 punktów.

Załamanie rynku finansowego

W 2009 roku wartość Dow Jonesa spadła, zatrzymując się na poziomie 6547 punktów.

Gdy Dow Jones osiągnął ten poziom, rynek przestał spadać i rozpoczęły się drgawki konającego. Przy tym poziomie Dow Jonesa ceny akcji spadły już zbyt nisko i kupujący masowo wrócili na rynek w poszukiwaniu okazji. Wartość tego indeksu znowu zaczęła rosnąć i na rynku zapanował trend wzrostowy.W dniu 5 lutego 2010 roku Dow Jones osiągnął wartość 10 012 punktów.

Co to oznacza?

Pytanie jest zatem następujące: Co te liczby znaczą dla mnie?. Odpowiedź na nie zależy od Ciebie. Jeżeli wierzysz, że rynek będzie rósł, jesteś optymistą, to liczby te mogą Cię przekonać, że Dow Jones w krótkim czasie osiągnie poziom 14 tysięcy punktów.

Jeżeli Twoim zdaniem na rynku zapanuje trend spadkowy, będziesz się spodziewał, że te drgawki konającego w końcu ustaną, a na rynku wystąpi kolejna fala spadków.

Richard Russell jest jednym z teoretyków (i autorów), których wypowiedzi śledzę. Jest mądrym człowiekiem, rozumie rynki i psychologię tłumu. Zajmuje się rynkami finansowymi od około 50 lat, posiada więc wiedzę i odpowiednią perspektywę. Ostatnio pisał o „regule 50%” zaczerpniętej z teorii Dowa. Pomyślałem sobie, że powiem Ci o niej, bo może Ci pomóc w zobaczeniu przyszłości gospodarki, nawet jeśli – tak jak ja – nie inwestujesz w akcje.

Poniżej przedstawiam moją interpretację „reguły 50%”, wykorzystując do tego rzeczywiste liczby.

W 2002 roku Dow Jones spadł do poziomu 7286 punktów. W 2007 roku indeks ten odnotował rekordowo wysoką wartość 14 164 punktów.

Korzystając z „reguły 50%”, obliczamy średnią z powyższych dwóch wartości – otrzymujemy liczbę 10 725.

W 2007 roku, gdy rynek spadał i osiągnął poziom 10 725 punktów, profesjonalni gracze, którzy stosują „regułę 50%” wynikającą z teorii Dowa, wiedzieli, co wydarzy się potem. Dow Jones przestał spadać 9 marca 2009 roku i zatrzymał się na poziomie 6547 punktów.

Tamtego dnia, gdy rynek zaczął rosnąć, rozpoczęły się – w moim przekonaniu – „drgawki konającego”.

W dniu 19 stycznia 2010 roku wzrost Dow Jonesa zatrzymał się na poziomie 10 725 punktów i wskaźnik ten znowu zaczął spadać. To niesamowite, ale „reguła 50%” się sprawdziła.

Zmiana trendu

Kolejną ciekawą kwestią jest wartość 7286 punktów, czyli najniższy poziom Dow Jonesa w 2002 roku, od którego rozpoczął się trend zwyżkowy. Według Russella, jeżeli Dow Jones utrzyma się na poziomie 7286 punktów i zacznie rosnąć, to może to być dobry czas, żeby kupować. Ale jeśli na tym poziomie się nie utrzyma i spadnie poniżej 6547 punktów, to takich drgawek konającego na rynku wystąpi znacznie więcej. Russell przewiduje, że Dow Jones na poziomie 1000 punktów – czyli na poziomie, na którym zaczął rosnąć w latach 70. – nie jest wykluczony. Jeżeli do tego dojdzie, to miliony ludzi urodzonych w okresie powojennego wyżu demograficznego mogą także doświadczyć drgawek, gdy ich plany emerytalne przestaną istnieć.

Inne rynki

„Reguła 50%” może znaleźć zastosowanie także na innych rynkach, na przykład na rynku złota, które jest bardzo popularnym surowcem naszych czasów.

W 1971 roku złoto kosztowało 35 dolarów za uncję. Ja zacząłem je kupować w 1972 roku, gdy byłem pilotem w Wietnamie, po tym, jak zobaczyłem, że Wietnamczycy wpadli w panikę, gdy zorientowali się, że Stany Zjednoczone nie wygrają wojny.

Cena złota osiągnęła najwyższy poziom 850 dolarów za uncję w styczniu 1980 roku.

W lipcu 1999 roku cena tego kruszcu spadła do 252 dolarów za uncję. Oczywiście w tamtym roku kupiłem go dużo. Cena złota osiągnęła najniższy w historii poziom, ponieważ banki centralne, takie jak Fed i Bank Anglii, pozbywały się tego metalu, usiłując utrzymać wartość swoich fałszywych środków płatniczych.

Zgodnie z „regułą 50%” zaczerpniętą z teorii Dowa, gdy cena złota osiągnęła 600 dolarów za uncję (średnią wartość pomiędzy poziomem 850 i 252 dolarów), na rynku złota zapanowała tendencja wzrostowa. Gdy cena tego kruszcu przekroczyła 600 dolarów, popularni eksperci finansowi zaczęli przestrzegać przed spadkiem jego ceny… twierdząc, że na rynku złota powstała bańka.

Dziś cena złota waha się w granicach 1000–1200 dolarów za uncję.

Czy na rynku złota powstała bańka?

Gdy uwzględnisz inflację i dewaluację dolara amerykańskiego, uncja złota, która w 1980 roku kosztowała 850 dolarów, obecnie warta jest 2500 dzisiejszych dolarów. Inaczej mówiąc, złoto może być w połowie swojej możliwej wartości – przy cenie 1200 dolarów, która jest najwyższą ceną uncji złota w historii. Czy cena tego kruszcu może wzrosnąć do 2500 dolarów?

Twoja odpowiedź na to pytanie może zależeć od tego, jak dużym zaufaniem darzysz szefa Fedu Bena Bernanke, prezydenta Obamę i Wall Street. Jeżeli wierzysz w tych przywódców, nie kupuj złota. Jeżeli nie, to warto kupić złoto lub srebro.

Jeżeli wspomniane drgawki konającego ustaną i wartość Dow Jonesa w 2010 roku spadnie do 5 tysięcy punktów, jak to przewiduję, to ceny złota i srebra też mogą znacznie spaść, bo inwestorzy nie będą się pozbywać swoich pieniędzy. Kolejne pytanie, na które powinieneś sobie odpowiedzieć, brzmi: Jeżeli wartość Dow Jonesa drastycznie spadnie, tak jak ceny złota i srebra, w co powinieneś wtedy zainwestować? W akcje, złoto i srebro czy trzymać gotówkę?

Ja wiem, co ja zrobię. Kupię więcej złota i srebra. Dlaczego? Ponieważ bardziej wierzę w złoto i srebro niż w bank centralny, prezydenta i Wall Street. Złoto i srebro są prawdziwymi pieniędzmi od tysięcy lat.

Stracona dekada

Najbardziej jednak martwię się o przeciętnych inwestorów, którzy posłuchali rady swoich doradców finansowych i zainwestowali długoterminowo w zdywersyfikowany portfel zawierający akcje, obligacje i fundusze inwestycyjne.

Wielu inwestorów nazywa minione 10 lat „straconą dekadą”. Oznacza to, że ludzie, którzy zainwestowali długoterminowo w akcje, obligacje, fundusze inwestycyjne lub trzymali gotówkę, ponieśli znaczne straty. Japonia przechodzi już drugą taką straconą dekadę.

„Stracona dekada” oznacza:

• brak nowych miejsc pracy.
• brak zysków ekonomicznych w typowej rodzinie. Nieruchomości są teraz warte mniej, a wiele rodzin musi spłacić kredyty, których wysokość przewyższa wartość ich domów.
• brak zysków na giełdzie.

W ciągu kolejnych kilku miesięcy warto obserwować zarówno Dow Jonesa, jak i cenę złota. Gdy piszę te słowa, indeks Dow Jones jest na poziomie około 10 tysięcy punktów, a uncja złota kosztuje 1000 dolarów. Jeżeli Dow Jones spadnie poniżej 7286 punktów – najniższy poziom w 2002 roku, i będzie spadał dalej w kierunku 6547 punktów – najniższy poziom w 2009 roku, to uważaj, co będzie działo się dalej. Jeśli Dow Jones spadnie poniżej 6547 punktów, a cena złota przekroczy 2500 dolarów za uncję, to możesz mieć jeszcze więcej powodów do zmartwień.